Słońce, scena i hiszpańskie marzenie. Rozmowa z Elżbietą Jodłowską
Elżbieta Jodłowska to aktorka, artystka kabaretowa, autorka tekstów i producentka teatralna, od lat obecna na polskiej scenie i ekranie. Publiczność zna ją m.in. z kultowych filmów i seriali oraz jako twórczynię i producentkę spektaklu „Klimakterium... i już”, który od dwóch dekad nie schodzi z afisza. O miłości do Hiszpanii, życiu między dwoma krajami oraz swojej artystycznej drodze opowiada w rozmowie z „Polska Costa”.
Pani Elżbieto, skąd wzięła się fascynacja Hiszpanią?
Elżbieta Jodłowska: Za mojej młodości Hiszpania była niedoścignionym marzeniem, niedostępnym egzotycznym krajem. Zmieniły się czasy i pozwolono nam podróżować po świecie. Moje pierwsze spotkanie z „Zachodem” to Kalifornia. Słońce, palmy, dostatek, praca fizyczna i potworna tęsknota za krajem. Tak daleko do najbliższych, znajomych, przyjaciół.
Wróciłam do Polski, napisałam „Klimakterium i już”, wróciłam na scenę, do filmu i telewizji. Ale życie biegło i nie robiłam się coraz młodsza. Wybuchła wojna tuż przy naszej granicy. Wszyscy byliśmy w strachu. Gdzie uciekać? Kalifornia daleko. Dziś wystarczy kupić tani bilet lotniczy i w trzy godziny znajdujesz się u siebie. To był moment, kiedy zdecydowałam się kupić „coś” w Hiszpanii.
Jak wyglądały początki i zakup nieruchomości na Costa Blanca?
Elżbieta Jodłowska: Wstępnie umówiłam się z Agnieszką, którą zaprotegowała mi znajoma, kupiłam bilet lotniczy, zarezerwowałam pokoik w hotelu w Torrevieja i już tego samego dnia Agnieszka oprowadziła mnie po wybranych apartamentach. Trzeba przyznać, że byłam zaopiekowana przez nią już po wylądowaniu w Alicante. W ciągu trzech dni wybrałyśmy apartament, załatwiłyśmy wszystkie dla mnie skomplikowane, ale potrzebne szczegóły i tak oto stałam się właścicielką upragnionego miejsca w Hiszpanii.
Co najbardziej urzekło Panią w Hiszpanii?
Elżbieta Jodłowska: Hiszpanię dostrzegłam jako małą Kalifornię, od razu poczułam się jak w domu. Zachwycająca przyroda, życzliwi, pogodni ludzie, kafejki, restauracyjki, sklepy dobrze zaopatrzone.
Dla mnie ważna też była obecność starszych ludzi, często ze swoimi zwierzakami. Lubię patrzeć na starszych, szczęśliwych ludzi. W Hiszpanii zwierzęta są członkami rodziny i są chronione przez prawo. Kocham zwierzęta i są dla mnie ważne. Szkoda, że nie mogę po prostu zabrać swoich psów samolotem i z nimi przeżywać hiszpańską przygodę.
Właściwie na każdym kroku spotkać się można z życzliwością, porozmawiać łamaną angielszczyzną, otrzymać pomocną dłoń tubylców. Hiszpańskiego już nie mam czasu się nauczyć, ale w dzisiejszych czasach AI wszędzie człowiek się dogada.
Zdążyłam już pozwiedzać okolicę, zachwycić się historią, oblepić się błotem leczniczym, no i Morze Śródziemne – moja największa miłość, wschody i zachody słońca widziane z własnego tarasu, bryza morska, która pozwala przetrwać upały i spokój, który wstępuje we mnie, potrzebny mi dziś najbardziej.
Czy życie w Hiszpanii różni się od życia w Polsce?
Elżbieta Jodłowska: Co szczególnie różni nasze społeczeństwa? Moim zdaniem pojęcie czasu. Skuteczne i punktualne umówienie się z hiszpańskim fachowcem graniczy z cudem. Oni mają czas. Sprawy urzędowe też potrafią ciągnąć się w nieskończoność. Cieszę się, że ktoś może mnie w tym wyręczyć.
Hiszpania jest do zakochania. Życie tam biegnie wolniej, leniwiej i tego właśnie mi potrzeba. W tym dziś znajduję radość życia.
Wspomniała Pani o Agnieszce Pawelskiej. Jaką rolę odegrała w odnalezieniu się w Hiszpanii?
Elżbieta Jodłowska: Agnieszka Pawelska okazała się moim przewodnikiem, nieskazitelnie uczciwą – przyznacie, że w dzisiejszych czasach pewność, że nikt ciebie nie oszuka, jest na wagę złota – pomocną w wyszukiwaniu potrzebnych fachowców, lekarzy, kierowców i samochodów.
A jak odnajduje się Pani wśród Polonii mieszkającej na Costa Blanca?
Elżbieta Jodłowska: Bardzo prężnie działa w tamtym terenie Polonia. Mają swoje kluby, spotkania, wspólne imprezy. Też warto się przyłączyć.
Zawsze też można się zwrócić o pomoc do mieszkających tam rodaków. Ja na przykład zamówiłam u jednej z pań tort w kształcie kapelusza z okazji urodzin mojego męża. Był smaczny, oryginalny i ładny. Ogłosiłam zapotrzebowanie w internecie w lokalnej grupie społecznościowej.
Hiszpańska kuchnia ma wielu miłośników. Co najbardziej Pani smakuje?
Elżbieta Jodłowska: Jedzenie! Ryby, owoce morza – kalmary, krewetki, ośmiornice – przekąski tapas serwowane w barach i restauracjach, sery, szynka dojrzewająca i pyszna paella czy tortilla española. A ze słodkości rzecz jasna churros podawane z gorącą czekoladą.
Dla smakoszy tych specjałów to raj. Ja chętnie próbuję tych wspaniałości, ale kocham prostą i smaczną kuchnię polską, którą mogę sobie pichcić w kuchni. Szybko, smacznie i niedrogo.
Za Panią imponująca kariera artystyczna. Co dziś daje Pani największą satysfakcję?
Elżbieta Jodłowska: W zasadzie pracowałam jako aktorka od wczesnej młodości do dziś. Nie będę wspominać o licznych nagrodach, medalach, odznaczeniach i zasługach. One leżą sobie w szufladzie. Najważniejsze jest to, co pozostaje w pamięci widzów.
Przez całe życie miałam całą masę występów telewizyjnych, estradowych, recitali, koncertów i spektakli teatralnych. Dopiero dziś, kiedy przeglądam recenzje, zdjęcia i wspomnienia, widzę, jak wspaniałe miałam życie. Współpracowałam z najwybitniejszymi autorami i artystami.
Publiczność zapamiętała mnie chyba najbardziej z filmów i seriali: „Brzydula”, „Świat według Kiepskich”, „Miś”. Zagrałam w ponad czterdziestu produkcjach, ale i tak moim żywiołem jest scena z żywą publicznością.
Dziś popularność i sympatię publiczności przynoszą mi „Klimakterium i już” oraz „Klimakterium 2, czyli menopauzy szał”. Napisałam, wyprodukowałam i zagrałam. Do dziś jestem szefową agencji, która kieruje organizacją i dba o wysoki poziom całego spektaklu.
Jakie ma Pani plany na najbliższy czas?
Elżbieta Jodłowska: Żałuję, że nie mogę jeździć do Hiszpanii tak często, jak bym chciała, gdyż ciągle pracuję. Ten rok jest szczególnie pracowity – 20-lecie „Klimakterium” oraz 70-lecie Stodoły, klubu studenckiego, w którym rozpoczęłam swoje życie artystyczne. Zapraszam na swój benefis do Stodoły 3 grudnia.
Muszę się spieszyć, zostałam już tylko ja z tego okresu jako tako znaną wykonawczynią. Myślę, że po tych uroczystościach, już w przyszłym roku, będę mogła cieszyć się Hiszpanią jako 80-letnia kobieta. Wiele sobie po tym obiecuję.
Teraz planuję hucznie zakończyć rok, podsumować swoje życie i odpoczywać… może właśnie w Hiszpanii.
