Dlaczego wciąż nosimy w sobie tych, których już nie ma?
Są w naszym życiu pożegnania, na które nigdy nie byliśmy gotowi. Czasem to nagłe lub bolesne odejście bliskiej osoby na zawsze, a czasem rozstanie partnerskie, po którym ścieżki po prostu się rozeszły, choć w sercu pozostały niedokończone rozmowy, pytania bez odpowiedzi, niewyrażone emocje i cichy żal.
Wydaje nam się, że czas leczy rany, a zmiana klimatu, nowa praca czy kilkaset kilometrów odległości pomogą nam zacząć wszystko od czystej karty. Pakujemy walizki, zamieszkujemy w ciepłym kraju, budujemy nową codzienność w słońcu, a jednak... w cichych momentach dnia tamta osoba wciąż w nas rezonuje.
Mija rok, pięć, dziesięć czy kilkanaście lat, a wewnątrz wciąż nosimy cichą tęsknotę lub niewidzialny ciężar. Często pytamy siebie w duchu: „Dlaczego wciąż o tym myślę? Przecież minęło tyle czasu, powinnam już dawno iść dalej”.
Co ważne, dotyczy to zarówno nieprzepracowanej straty po śmierci bliskich, jak i dawnych relacji partnerskich, które nigdy nie zostały emocjonalnie zamknięte.
Kiedy odchodzi ktoś bliski (rodzic, partner, przyjaciel), a my w środku nie potrafimy z czułością i szacunkiem go pożegnać, podświadomie zatrzymujemy tę osobę przy sobie. Nosimy jej trud, nieutulony smutek, a nieraz nawet ciche poczucie winy, że my układamy sobie życie w słońcu, podczas gdy ich już tu nie ma. Taka nieprzeżyta do końca żałoba sprawia, że część naszej życiowej energii zostaje przy zmarłym, zamiast zasilać nasze tu i teraz.
Z kolei w przypadku rozstań, jeśli na głębokim poziomie nie domknęłyśmy dawnego związku, nasza podświadomość traktuje nas tak, jakbyśmy wciąż były „zajęte”. Tworzy się niewidzialna więź energetyczna i emocjonalna pępowina, która stale ściąga naszą uwagę w przeszłość. W efekcie wchodzimy w nowe relacje tylko „połową siebie”, bo druga połowa wciąż trzyma straż przy starych zranieniach i braku zaufania. Nie potrafimy wtedy otworzyć się na nową miłość tak na sto procent ani budować prawdziwej bliskości.
Z natury próbujemy odpychać te trudne myśli. Tłumaczymy sobie, że trzeba być silną, nie wracać do tego, co było, i patrzeć wyłącznie w przyszłość. Ale to, co nie zostało głęboko zaopiekowane w naszym wnętrzu, nie znika tylko dlatego, że staramy się o tym nie myśleć. Przeciwnie – nieuchronnie wraca pod postacią poczucia wewnętrznej pustki, nawracającego smutku, lęku przed odrzuceniem czy przemożnego wrażenia, że utknęłyśmy w miejscu.
Noszenie kogoś w sercu przez lata to dowód na to, jak głęboko potrafimy kochać. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast miłości niesiemy ze sobą ciężar, żyjąc historią z przeszłości zamiast własnym życiem.
W mojej codziennej pracy pomagam przechodzić przez proces domykania starych historii z dużą czułością, szacunkiem i zrozumieniem. Po to, by uwolnić te pętające nas więzy, oddać zmarłym to, co należy do nich, i z czystym sercem zrobić miejsce na nowe – na prawdziwą bliskość, spokój i czerpanie radości z każdego dnia. Bez wymazywania pamięci, bo nie o to chodzi, ale z odzyskaniem własnej siły i lekkości.
Jeśli czujesz, że w Twoim wnętrzu wciąż jest osoba lub relacja, która nie pozwala Ci pójść dalej i blokuje Cię przed pełnym szczęściem, pamiętaj, że nie musisz dźwigać tego sama.
Mam na imię Patrycja i pomagam układać to, co niewidoczne dla oczu.
Jeśli czujesz, że to moment na mały krok w swoją stronę, zapraszam Cię do mojego świata. Napisz do mnie na WhatsAppie, zadzwoń albo wpadnij na moje sociale, chętnie porozmawiam o tym, gdzie dzisiaj jesteś.
Telefon / WhatsApp:
+34 742 02 11 89+48 725 052 555
